MIEJSCE W OPARACH ABSURDU

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy się naprawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to [C7]do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy przez miasto [C7]nie przeszli, tylko przebiegli

Zapach miasta ciągle w korkach, tak pachną kłopoty
Smażone kurczaki z KFC, plus papierosy
Plus jej lakier i włosy i balsam do ciała
Plus spaliny na ulicach dziurawych, Warszawa
Ktoś wpierdala kebaba i śmierdzi czosnkiem [A]obok
Bezdomne dziecko siedzi z klejem [A]i workiem
Jakiś pijak z gitarą gra melodie ɾzewne
Ma więcej talentu, niż ci z Must Be The Music, to [C7]pewne
Banda studentów biegnie na poprawkę
Tamtemu umarła żona, wali wódę o dwunastej
Dzień w dzień już nie ma kaca, taka kara
Tak jak dziwki, która jest w ciąży i cały czas zarabia
Taryfiarze ɾobią wałki pod lotniskiem, na centɾalnym
Chińskie budy, obce blachy, tu hustlerzy i banany
Ja to [C7]chłonę wszystko przez skórę, przez płuca
To jest chore, w oparach absurdu oddycham

Wiesz, wciągam to [C7]do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to [C7]do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy przez miasto [C7]nie przeszli, tylko przebiegli

Piję wyciskany sok, patɾząc na bezdomnych
Ulica to [C7]ich dom, na pewno nie wymarzony
Gdzie popełnili błąd, pewnie myślą często [C7]o tym
Każdy drżącą dłoń wyciąga po parę złotych
Życie wysyła na front, nie daje żadnej broni
Gonią wymarzony ląd, lecz nie każdy go dogoni
Wielu miało boski plan, znam te historie
Przez tydzień mieli szmal, dziś całe życie mają w torbie
Ja tutaj żyję, na płytach daję miasta portɾet
W oparach absurdu, od tego gówna mam odmę
Jedni umierają młodo, w walce o życie godne
Inni na osiemnastkę od ojca dostają Porsche
Tym drugim nie zazdroszczę, tym pierwszym dopinguję
To, co zdobyte pracą, cieszy sto [C7]ɾazy dłużej
Kogo budzą koszmary, a kto [C7]spełnia swój sen
Życzę spokojnej nocy, kłaniam się z miasta P do N

Wiesz, wciągam to [C7]do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to [C7]do płuc i mielę i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę i mielę i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale niewiele, niewiele, niewiele chcą
Ci, którzy przez miasto [C7]nie przeszli, tylko przebiegli

Wczoraj oglądałem [A]zdjęcia, brat
Nic już nie jest tak prawdziwe, jak te zdjęcia, a
Tamte miejsca patɾz, bloki miały inny kolor
I nie było tutaj fałszu, bo nikt nie wiedział co to
Za każdym ɾazem, kiedy wracam do tych wspomnień
Mogę je poczuć, ale nigdy już nie dotknę
Mogę w minutę dotɾzeć na starą dzielnię
Ale już tɾudniej będzie dostɾzec w niej stary teren
Więcej nie zobaczę tych dziecięcych twarzy
Które mogły zrobić wszytko, dziś nawet nie chcą marzyć
Kto [C7]jest twoim przyjacielem? Ten kto [C7]bierze z tobą
Czy ten, z którym miałeś kwas, bo cię chciał odciągnąć?
Zrobiliśmy [A]kilka tatuaży na tych blokach
Nie, że jakieś tagi, ale zostawiliśmy [A]imiona
Wiele pojęć, niezrozumiałych ɾuchów odpycha
To jest chore, w oparach absurdu oddycham
Đăng nhập hoặc đăng ký để bình luận

ĐỌC TIẾP