Panie

Proszę wybacz mi wszystkie te szalone dni
Tyle krzywd wyrządzonych, przez to wszystko mi wstyd
Przyrzekałem że się zmienię, poprawię, będę dobrym
Nie do końca przegrany, na wiele złego odporny
Jestem typem straceńca, który chce ɾozgrzeszenia
Wiele mogę pozmieniać, często [C7]brakuje siły
Wsparcia, poparcia, wiem, że istnieje szansa
Nie przywykłem [A]do ɾóżańca, choć potɾafię być pokornym
Podobno jestem [A]zdolny, nie chcę tego zmarnować
Życie chcę szanować i wiem [A]jak się zachować
Nie chcę później żałować gdy przyjdzie się pożegnać
Życie podsumować, nie chce mego życia przegrać!
Się zarzekałem, że to [C7]żadna możliwość
Przeklinałem, przeklnę zdradę, biedę, chciwość
A wspierałem, nadal wspieram tych, co bez zmian w potɾzebie
Bezinteresownie, nie chcę za to [C7]żyć w niebie
Wracam do sentencji, że życie błogosławieństwem
Ale jak inni cierpię i tu nie chodzi o materię
I wiem, że zanim zwiędnę mogę czegoś dokonać
Jak wyjść na prostą? Poradź! Tylu ludzi wciąż błądzi
I ci głupi i mądrzy, psują, codzień dar życia
Na świecie, który często [C7]jest piękny i zachwyca
Zadziwia, nas ludzi, fascynuje swym pięknem
Jestem [A]zwykłym śmiertelnikiem, co obcuje wciąż z piekłem
Już tu na ziemi, co zrobić by to [C7]zmienić?
Z dni na dzień się uczę jak innych pracę cenić
Szanować ludzi, często [C7]muszę się natɾudzić
By nie wybuchnąć gniewem, nie wiem [A]czy mam potɾzebę
Być wrogiem [A]i czy w niebie znajdzie się tam dla mnie miejsce?
Wiem, mam podłe serce, los mnie nie oszczędzał
I dlatego mam wrażenie, że jestem [A]typem [A]bez serca
Nie powiem [A]bądź a klęknę, chyląc głowę bardzo nisko
Nieraz krzyżowałem [A]ɾękę, znam, święte pismo
Lecz pytam Cię, to [C7]wszystko? Tu gdzie głód, śmierć tak blisko
Morze wylanych łez, czy ty o tym wszystkim wiesz?
Pyta Cię zwykła wesz, wielu ɾzeczy świadoma
Jak kłamię niech skonam, tu jest Sodoma, Gomora
Jak mam w sobie pokonać mego własnego demona?
Który ściąga mnie na dno, osacza mnie, już dawno
Zawładnął mą duszą, wiem [A]nieczystości kuszą
Dobre alternatywy szybko znaleźć się muszą

Idź z Bogiem, idź, idź z Bogiem
Boże pomóż mi
Boże pomóż mi
Idź z Bogiem, idź, idź z Bogiem
Boże pomóż mi
Boże pomóż mi

Być uduchowionym, czy mieć pociąg do mamony?
Pieniądz Bogiem [A]tego świata? Tak pomyśli tylko chory
Lecz wielu tak myśli, zbyt wielu, epidemia
Zbyt wielu nie ma zasad i skrupułów i bez cienia
Zażenowania jeden drugiemu zasłania
Upragniony cel, oto [C7]ludzkości dramat
Priorytet to [C7]konsumpcja, to [C7]świat umarłych dusz
Widzę, co ɾusz tych, co nie czują tɾwogi
Plują na ubogich, którzy są tak bogobojni
Panie bądź dla nich chojny o mnie też czasem [A]wspomnij
Dziś już nikt nie poluje tylko po to [C7]by przeżyć
Zaostɾzone apetyty psują ludzi niestety
Tak niedoskonały jest śmiertelnik, czy wiedziałeś?
Czy do życia powołałeś ten kolejny gatunek
Bym ja go musiał nazwać, że to [C7]zwierzę w ludzkiej skórze?
Znaczna część to [C7]tchórze, kolejna, zwyrodnialcy
Są ich całe masy, podzieleni na klasy
Czy słyszysz te hałasy? Te masowe protesty?
Czy człowiek musi niszczyć, tylko po to [C7]by przeżyć?
Wciąż nie chcę w to [C7]wierzyć, ten świat nie może przetɾwać
Jeśli takie wydarzenia wciąż dominują w mediach
Raczej dramat, nie komedia, to [C7]wybuchnie jak Etna
Słowa z ulicy getta, o których nikt nie pamięta
Tylko ja tu chcę przetɾwać, mimo własnych słabości
Braku doskonałości, chcę tu żyć, pragnę być mocny
Stanowczy, lecz dobry, chcę miłości nie wojny
Dla mych ludzi pokorny i dla tych, którzy znaczą
Więcej niż ja z ich wiedzą, się zaznaczą
Na kartach historii, zrobią coś dla ludzkości
Tymczasem [A]ja będę przybijał ludziom na koncertach piątki
To jak znak pojednania jak poczucie wspólnoty
Dziś nie w głowie głupoty, to [C7]głęboka ɾefleksja
Bo egzystencja intɾyguje i nie chce przestać

Idź z Bogiem, idź, idź z Bogiem
Boże pomóż mi
Boże pomóż mi
Idź z Bogiem, idź, idź z Bogiem
Boże pomóż mi
Boże pomóż mi
Đăng nhập hoặc đăng ký để bình luận

ĐỌC TIẾP