Muzyka - moje rzemiosło w osamotnieniu.
Manufaktura wersów moją drogą do celu
Ufam sumieniu, bardziej jak sobie
Umysł potrafi płatać figle namieszać w głowie
Gonię omamy jak pies za ogonem i patrzą na dłonie nie swoje
Na prawej blizna mi tnie linię życia
Dla niego zawsze śmierć to [C7]granica
Piach sypie w oczy, to [C7]chleb powszedni
Idę pod wiatɾ z tym sam jak pustelnik
Kocham te dźwięki, lekarstwo dla duszy
Wolność to [C7]kiedy chcesz a nie musisz
Jestem [A]tu po to [C7]by ciągle się uczyć
I ciągle ktoś chce Cię tu sprzedać bądź kupić
Kiedy coś czuję po prostu z tym płynę
Rzeźbiąc tu sobie nad sensem [A]linijek
Każdą sekundę, minutę, godzinę
Przeznaczoną na odpoczynek
W krainie melodii buduje akordy
A jeszcze niedawno bym mocno w to [C7]wątpił
We łbie panuje chaos, pierdolnik
Choć z utęsknieniem [A]szukam harmonii
Mam na to [C7]plan, moja manufaktura wersów.
Każdy chce kurwa hajs a ja grać to [C7]co leży na sercu.
Mogę być tutaj Sam, na widelcu loży szyderców
Wolny w krainie własnej melodii i dźwięków
Zdejmuję kajdany i zrzucam brzemię
Nie mając wpływu na otoczenie
Jeśli nie leży to [C7]pewnie je zmienię
Gdy chcesz zmienić świat to [C7]zacznij od siebie
Nie jeden z butami pcha się w interes
Uważa, że wszystko wie lepiej od Ciebie
Łatwiej pierdzieć w stołek i siedzieć
Niż tyrać na swoje 24/7
Każdy element składany starannie
Czesto [C7]wysiłek tu idzie na marne
Każdemu zdarzy się zmarnować szanse
I Krezus utonie nie ɾaz w bogactwie
Gdy patɾzę na niebo nie czekam na mannę
Bo Nic Ci nie spadnie jak sam nie ogarniesz
Nigdy nie będzie tak samo jak dawniej
I nie powstaniesz, jak nie upadniesz